Mam troszkę mało czasu na pisanie tego wszystkiego i chyba muszę troszkę więcej pomyśleć nad formułą tego bloga. Wykładanie tutaj całych tabel spożytych produktów, chyba nie ma większego sensu.
Więc po krótce:
Kiedy zaczynałam pisać ten post waga pokazała mi 83,4kg. Czyli był już widoczny postęp. Niestety, spędzając weekend z siostrą, nie pilnowałam ani tego co jem, ani czy odpowiednio dużo się ruszam. To łagodnie powiedziane. Właściwie nie ruszałam się prawie wcale i jadłam dużo wysokokalorycznych produktów. W półtora dnia skoczyłam do 84,7kg. W dodatku na twarzy pojawiły mi się wypryski, ale to akurat może być wina mojego cyklu menstruacyjnego.
Teraz znowu udało mi się osiągnąć wagę 83,4kg. Wiem, że muszę się bardziej pilnować. Nie było łatwo. Nie dość, że niedawno były walentynki, to jeszcze tłusty czwartek. Tradycja rzecz święta, więc nie można było sobie odpuścić pączka. Udało mi się tamtego dnia ograniczyć do jednego i zrobić 14 tyś kroków, więc zmieściłam się w dziennym limicie kalorii wyliczonym przez Fitatu.
Problemem na dzisiaj jest silny wiatr, przez który ciężko będzie wyjść na zewnątrz i zrobić kroki. Nie wiem też, czy będę miała szansę wykonać odpowiednią ilość kroków w pracy. Pracuję fizycznie, ale często jest to praca przy której człowiek nie za bardzo rusza się z miejsca. Będę się starać.
Jeśli ktoś to czyta, niech wie, że nadal walczę.
--------------------------------
Grafika - unsplash.com
Wyliczenie spożytych kalorii - Fitatu
Wyliczenie kroków - Huawei Zdrowie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz